Podróż do Hogwartu

 Autobus zatrzymał się przy Dziurawym Kotle. Flora wysiadła i zabrała swój kufer. Jedyna rzecz jaka krążyła jej po głowie to był rok, który teraz był. Weszła do pubu i zaczęła się rozglądać po przebywających tam czarodziejach. Podeszła do lady i wspięła się na palce aby móc znaleźć wzrokiem barmana. Ten wychylił się zza lady. Rudowłosa lekko skrzywiła się na jego wygląd, lecz po chwili przybrała nienaturalny uśmiech, aby zatuszować swoją wcześniejszą reakcję. Był łysy i kiedy się lekko uśmiechnął na jej uśmiech, zobaczyła, że nie miał on zębów.

-Co poda...- nagle umilkł i zmierzył ją od stóp do głów wzrokiem.- Zaraz... ile panienka ma lat?

-Jedenaście.-rzuciła i przygryzła wargę.- Nie chcę nic ze sklepu. Chciałabym się tylko dostać na ulicę Pokątną no i... - tutaj ściszyła nieco głos.- Jaki mamy dziś dzień?

Tom gdyby miał brwi to by je teraz zmarszczył. Wskazał brudnym palcem na kalendarz wiszący na ścianie przy ladzie na datę.

-Oh... 30 sierpnia 1984 roku.-przeczytała z niedowierzaniem i popatrzyła na barmana. Czyli się udało.

-Na Pokątną to drzwi na zewnątrz, te przy drugim końcu pubu i przez ścianę wystukując specjalny kod. Trzy od góry i dwie w bok.-rzucił Tom drapiąc się palcami po głowie.

-Dziękuję!-rzuciła wesoło, wzięła kufer za rączkę i przepchała go przez drzwi do wspomnianego muru. Po dłuższej chwili przesuwania delikatnie palcem po murze odliczyła cegły jakby przymierzała się do działania. Popukała palcem w konkretne i te po chwili rozsunęły się robiąc jej przejście.

-To było trochę skomplikowane.- rzuciła a oczom jej ukazała się zatłoczona alejka. Wyciągnęła z płaszczyka list i zaczęła czytać rzeczy potrzebne do szkoły.

-Trzy komplety szat roboczych, jedna tiara dzienna, jedna para rękawic ze smoczej skóry.-rozejrzała się i zaczepiła przypadkową czarownicę, która stała przy sklepie prawdopodobnie będącym sklepem zielarskim. - Gdzie znajdę sklep z ubraniem?

- Czwarty sklep po lewej w tamtą stronę.-rzuciła uśmiechając się do niej serdecznie czarownica i zaczęła na nowo szukać potrzebnych ziół, które stały na wystawie przed sklepem.

Flora nic nie odpowiedziała tylko odwzajemniła uśmiech i ruszyła przed siebie. Alejka była dość zatłoczona przez co z wielkim trudem szło jej manewrowanie kufrem pomiędzy tłumem. W końcu jej oczom ukazał się różowy sklep "Madam Malkin's Robes for All Occasions". Przekroczyła próg sklepu i napotkała wzrokiem przysadzistą gustownie ubraną czarownicę.

-Co dla Ciebie skarbie?- uśmiechnęła się i zerknęła na jej kufer.-Oh pewnie idziesz do Hogwartu. Pierwsza czy druga klasa?

-Pierwsza!-rzuciła pośpiesznie Flora a czarownica zniknęła za rogiem i wyniosła starannie poskładane ubrania w małym stosiku.

-Mam już przygotowane dla Was komplety odkąd zaczyna się rok szkolny. Szata zmienia barwę po przydzieleniu Ciebie do odpowiedniego domu.-podała jej ubrania a Flora otworzyła kufer i zmieściła je w pustej przegrodzie po czym zamknęła skrzynkę.

-Dziękuję.-Flora dygnęła z gracją, wyjęła listę zakupów z kieszeni i ponownie na nią zerknęła.- Gdzie kupię podręczniki?

Madame Malkin złapała podbródek między palce i zamyśliła się.- Księgarnia Esy i Floresy jest obok mnie w tamtą stronę.

-Dziękuję raz jeszcze za pomoc.-rzuciła Flora. Wstała, poszła się przebrać za kurtynę w sklepie w szaty szkolne i wyszła ciągnąc za sobą kufer na wózku.

Skręciła w lewo zgodnie ze wskazówką Madame Malin.

Nagle ku jej oczom ukazała się wyglądająca na hinduskę czarnowłosa dziewczyna, która zerkała na nią spode łba.

- Hej, jestem Rowan Khanna.-rzuciła nieśmiało przyglądając się Florze. - Czy też przygotowujesz się do rozpoczęcia nauki w Szkole Magii w Hogwarcie?

- Tak, ale Ulica Pokątna jest nieco zagmatwana. Nie jestem pewna od czego zacząć...-Flora przypatrywała się jej dziwnym srebrnym okularom. Zdała sobie sprawę, że dziewczyna musi nie mieć gustu skoro zdecydowała się na taką oprawkę.

- Mogę pomóc! Czytałam Historię Hogwartu w oczekiwaniu na mój pierwszy rok, więc jestem w pewnym sensie ekspertem w Hogwarcie. - dodała a z miny nieśmiałej teraz zrobiła nieco zarozumiałą podnosząc brodę ku górze.- Powinnaś zacząć od znalezienia wszystkich potrzebnych książek w sklepie Esy i Floresy! Tego za mną. Możesz zostawić kufer obok mnie aby go nie taszczyć. Przypilnuję Ci go. Ja już mam prawie wszystko.

Flora westchnęła cicho i minęła Rowan wchodząc do sklepu zostawiając kufer przy dziewczynie. Po chwili znalazła się w sklepie w którym każda wolna ściana zapełniona była księgami. Każdy tom pokryty był małą warstwą kurzu. Sądząc po tym jak niewiele półek z książkami był przetarty z kurzu Flora zdała sobie sprawę, że rzadko ktoś kupuje tu książki nie licząc uczniów Hogwartu. Po kilku minutach miała już komplet książek i ruszyła w stronę wyjścia z księgarni.

-Znalazłam wszystkie książki z mojej listy! Zobaczę, czy Rowan pomoże mi znaleźć resztę potrzebnych rzeczy... 

Rowan stała tam gdzie Flora ją ostatnio zostawiła. Podeszła do niej a Rowan wyjęła różdżkę i machnęła na książki Flory, które wleciały do kufra, który otworzył się po machnięciu jej różdżki.

-Oooo już coś potrafisz.-mruknęła z zazdrością Flora. - Dziękuję za pomoc, Rowan. Udało mi się zdobyć wszystkie moje książki.

- Fajnie! Uświadomiłam sobie, że jestem tak podekscytowana Hogwartem, że zapomniałam zapytać o Twoje imię...

-Mam na imię Flora McQueen.- rzuciła rudowłosa i wymusiła uśmiech. 

-Miło mi Cię poznać, Floro.- Rowan wyprostowała się i przeciągnęła.

- Mi też. Nie mogę być bardziej podekscytowana perspektywą dotarcia do Hogwartu. - Flora zaczęła bawić się kosmykiem opadających włosów na ramieniu.

-Oh jasne! Odkąd przyszedł mój list, nie przestaję patrzeć niego. Czy mogę zobaczyć Twój?

Flora niechętnie wyciągnęła z płaszczyka drugi pergamin papieru i podała go Rowan. Ta poprawiła okulary i zaczęła się niemu przyglądać.

- Mam już swoje zapasy, ale mama dała mi tyle galeonów, żebym kupiła sobie coś specjalnego do szkoły. Chcę, aby wszyscy w Hogwarcie wiedzieli, że jestem poważną intelektualistką, która jest na dobrej drodze, aby zostać prefektem naczelnym.

- Co powiesz na ładny szalik?- Flora przypatrzyła się jej okularom. Po wypowiedzeniu tego nie była w stanie stwierdzić czy pożałuje tej propozycji czy nie. Nie była pewna, czy Rowan wybierze ładny szalik, który odwróci uwagę od tych okropnych oprawek czy kolejny badziew.

-Świetny pomysł! Szaliki sprawiają, że każdy wygląda na uczonego. - Rowan uśmiechnęła się serdecznie.- Ja kupię sobie szalik, a Ty powinnaś odebrać różdżkę od Ollivanderów jeśli jeszcze jej nie masz.-wskazała na staro wyglądający sklep. Wyróżniał się drewnianą wystawa sklepową i kolumienkami przy wejściu. Flora ruszyła w stronę sklepu tym razem z kufrem ciągnąc go za sobą a kiedy przekroczyła próg zadzwonił na wejściu dzwoneczek.

- Nie mogę uwierzyć, że naprawdę jestem u Ollivanderów. To tutaj każdy otrzymuje swoją pierwszą różdżkę.-rzuciła rozpromieniona.

Przy ladzie pojawił się wysoki siwy mężczyzna z włosami podniesionymi i zaczesanymi niedbale do tyłu. Miał na sobie fioletową marynarkę i fioletowy płaszcz. Wyglądał jakby urwał się z przyjęcia na którym był lokajem albo kamerdynerem.

- Witam... mam na imię Garrick Ollivander. Przyszłaś tutaj aby kupić swoją pierwszą różdżkę, zgadza się? Różdżka z drewna jabłoni, rdzeń z włókna smoczego serca, dziewięć cali, sztywna. Spróbuj tę różdżkę.-podał Florze przez ladę i odsunął się robiąc krok do tyłu.- Machnij!

Flora machnęła różdżką i stos kartek zaczął latać po sklepie. - Oj przepraszam... -zakłopotała się dziewczyna i zerknęła na Garricka. 

-To nie Twoja wina...  Różdżka wybiera czarodzieja, a to zdecydowanie nie jest różdżka dla Ciebie. Pamiętam, że Twój brat eksplodował mój ulubiony kałamarz, kiedy wypróbowaliśmy jego pierwszą różdżkę.

- M-mój brat?-zdziwiła się Flora. - Znałeś mojego brata?

- Pamiętam każdą różdżkę, jaką kiedykolwiek sprzedałem. Jego była z drewna klonowego, rdzeń ze smoczego serca, dziesięć cali. Dobra różdżka. Szkoda, że ​​przełamali ją na pół, kiedy go wyrzucono. Rozumiem, że po wydaleniu uciekł z domu i od tego czasu zaginął. To musiało mieć na ciebie ogromny wpływ...
-Ta... Było mi go szkoda, że go wywalili. Byłam zła i zdeterminowana odkryć prawdę, dlaczego wyrzucono go z Hogwartu.

- Widzę, że jest w Tobie dużo walki. Chyba mam tylko jedną różdżkę, która byłaby dla Ciebie odpowiednia...- westchnął Ollivander.- Tarnina... bardzo niezwykłe drewno różdżki. Rdzeń włosa jednorożca, jedenaście i ćwierć cala. Lekko sprężysta i elastyczna.

Flora odebrała różdżkę i machnęła lekko. Powiał wiatr a wokół dziewczyny i różdżki pojawiło się żółte światło, które padało z góry. Poczuła jakby coś naładowało ją energią.- Tak. To chyba to.-rzuciła zdziwiona. Uśmiechnęła się do Pana Garricka, dygnęła i wyszła ze sklepu ciągnąc za sobą kufer. Na ulicy stała już Rowan i podziwiała całkiem... paskudny szalik.

-Hej Floro.-rzuciła jej radośnie czarnowłosa i oplotła szalik dookoła szyi.-Jak Ci się podoba?

-Jest całkiem.-zamyśliła się szukając odpowiedniego słowa aby nie urazić dziewczyny.- ciekawy.

-To była Twoja sugestia! Będę do Ciebie przychodzić po wszystkie moje przyszłe porady dotyczące mody.-odparła z dumą Rowan i ziewnęła.

-Jasne tylko zabieraj mnie ze sobą, bo Twoje jakże czujne oko może coś przeoczyć.-rzuciła wesoło Flora powstrzymując się od chichotu. Na szczęście Rowan tego nie zauważyła zbyt zachwycona ulicą Pokątna, aby przypatrywać się swojej nowej koleżance. Nagle Flora zdała sobie sprawę, że Rowan jest od niej starsza o 21 lat a przecież teraz były rówieśniczkami ciałem. To było ciekawe doświadczenie. Już teraz zaczęła się zastanawiać, czy w porę przekręci zmieniacz czasu, aby móc wrócić do swojego czasu. No i jak wytłumaczy mamie, że zdała Hogwart 21 lat temu.

-Flora...

Teraz sobie zdała sprawę, że wystarczy, że zapisze wszystko w zeszycie i nie musi się nawet przesadnie starać, bo wystarczy, że wróci do swojego rzeczywistego czasu i zaliczy wszystkie przedmioty znając już odpowiedzi na pytania egzaminowe. Teraz coś do niej dotarło. Nie chce powtarzać szkoły. Zda w tym czasie, dowie się co stało się z jej zaginionym bratem i rozwiąże wszystkie rodzinne sekrety.

-Flora!-nagle oprzytomniała po krzyknięciu Rowan.- Zamyśliłaś się? Czy to tarnina? Oh. Moja rodzinna farma drzew dostarcza drewna na różdżki i miotły. Dlatego uwielbiam zostawać w domu i czytać. Dzięki temu nie wychodzę na dwór. Udaję, że mnie nie ma i nie proszą mnie o pomoc przy sadzie. No ale mijam dzięki temu okazję, by czasem kogoś poznać i przez to nie mam przyjaciół

-Teraz już masz przyjaciela.

- Nie sądzisz, że jestem zbyt dziwny? Ludzie zwykle myślą, że jestem zbyt dziwny.- Rowan wyglądała na smutną.

-Ludzie to samo mówią o mnie.-rzuciła nieśmiało Flora i westchnęła cicho.

-Dlaczego tak mówią o Tobie. Nie wydajesz się być ani trochę dziwna.-Rowan założyła włosy za ucho.

-Mój brat to Jacob McQueen.-westchnęła znów Flora i popatrzyła w czyste bezchmurne niebo.

-Ten sam Jacob McQueen, który został wyrzucony z Hogwartu za złamanie szkolnych zasad w poszukiwaniu legendarnych Przeklętych Krypt?! Było masowo o tym pisane w Proroku Codziennym. Wszyscy w szkole to na pewno czytali.

-Wiem, nie musisz mi o tym mówić... 

-Jesteśmy razem! Nie musisz się martwić. Co mam mówić, kiedy będą się do Ciebie przyczepiać za przeszłość Twojego brata?

- Rób to samo co ja.- Flora westchnęła po raz ostatni i popatrzyła na hinduskę.- Będę z nimi wchodzić w dyskusję, że ja i mój brat to dwie różne osoby i nie miałam wpływu na jego życie.

-Zrozumiałam! Zgadzam się. Użyję mojego bogatego słownictwa, aby werbalnie uderzyć każdego, kto spróbuje zszarganić Twoją reputację. Twoja reputacja nie może być zagrożona przez wybryki kogoś z Twojej rodziny!

- Dzięki Rowan. Cieszę się, że się poznaliśmy. Miło będzie zobaczyć przyjazną twarz w
szkole. Zwłaszcza taką, która tak dobrze zna Hogwart. Mam nadzieję, że wyszpieguję co tak na prawdę stało się z moim bratem i oczyszczę moją rodzinę z oskarżeń, gdyby jakiekolwiek kiedykolwiek powstały. Ahhha i muszę Ci coś powiedzieć, ale obiecaj mi, że nikomu nie powiesz o tym. Dobra?

Rowan przez chwilę milczała.

-Dobra.

-Użyłam tego.-Flora wyjęła spod bluzki zmieniacz czasu.-aby się cofnąć w czasie i dowiedzieć co nieco o moim bracie i ewentualnie pozałatwiać parę rodzinnych spraw. 

-Oooh.-Rowan zamrugała szybko i zaczęła się przyglądać naszyjnikowi.-Coś o nich słyszałam... a ile musiałaś się cofnąć?

-Dwadzieścia lat.-westchnęła Flora i schowała zmieniacz czasu za koszulkę.

-No to ... ciekawie. A nie boisz się, że nie wrócisz do swojego czasu?-Rowan trzymała się palcami za brodę i ściskała ją.

-Nie wiem, ale wiem, że mama wie o tym, że mam zmieniacz czasu. Pewnie by domyśliła się i zrozumiała, gdyby coś poszło nie tak.- spojrzała na sklepy.- Poczekaj tu chwilę a ja kupie jeszcze kociołek, teleskop, wagę i fiołki.-pobiegła do sklepu, który najwyraźniej wpadł jej w oko.

Po chwili oczekiwania na Florę Rowan zauważyła rudowłosą biegnącą ku niej z małym pakunkiem. Rowan pokręciła głową, zacmokała i machnęła różdżką a pakunek wyleciał Florze z rąk i wleciał do jej kufra, który nagle się otworzył i zaraz zamknął.

-Chodź, jest tu przejście na pociąg do Hogwartu.-Rowan machnęła na Florę, wzięła swój kufer i poszła w stronę murowanej ścianki podobnej do tej przy Dziurawym Kotle. Flory brwi poszybowały ku górze. Wzięła swój kufer i pociągnęła go za dziewczyną.

-Myślałam, że pociąg do Hogwartu odjeżdża ze stacji King's Cross. -Flora dogoniła Rowan i zrównała się z nią.

-O tak, ale tutaj też jest przejście na stację King's Corss, tylko część czarodziejów, którzy pierwszy raz wybierają się ze swoimi dziećmi, które jadą do szkoły nie wie o tym przejściu. Rozumiesz... ciężko byłoby ich instruować o kolejnym przejściu w liście skoro łatwiej jest wręczyć bilet "King's Cross peron 9 i 3/4".-kiedy podeszły do ścianki Rowan wyciągnęła różdżkę i stuknęła w cegły a przed nimi cegły utworzyły coś w rodzaju łuku.

Na stacji stał już pociąg a para wesoło dymiła z komina. Wokół było mnóstwo rodziców z uczniami żegnających ich, ściskających i wręczających im jakieś paczki, szaliki. Konduktor wyszedł z pociągu i zaczął zaczarowywać kufry, które zaczęły znikać.

-To nowy sposób ułatwiający uczniom Hogwartu życie.-szepnęła Rowan. Po chwili obie dziewczyny stały bez kufrów, które zniknęły zaczarowane.

Po wejściu do pociągu i przejściu prawie całego zdały sobie sprawę, że przedziały były pełne uczniów. W końcu znalazły pusty przedział i tam usiadły. Położyły swoje szaty na górnej półce nad siedzeniami i zaczęły rozmawiać. Flora opowiedziała jej o swoim życiu w 2005 roku a Rowan z zaciekawieniem zaczęła zadawać pytania. W końcu po 5 minutach ktoś zapukał w szybę. Odwróciły się obie i zobaczyły wątłego przygnębionego blond chłopaka. Miał bardzo kwaśną minę. Flora otworzyła mu drzwi do przedziału.

-D-dzięki.-rzucił i wszedł do niego. Dopiero teraz zobaczyły. Był już ubrany w szatę szkolną. Usiadł obok Rowan. Ta popatrzyła na niego nieśmiało.

-Hej, jestem Flora.-powiedziała rudowłosa i wyciągnęła ku niemu rękę a on po chwili zastanowienia uścisnął jej rękę.

-Jestem Ben. Ben Copper.-powiedział niechętnie chłopak.-Przesiadłem się tutaj ponieważ natrafiłem na przedział z Merulą Snyde i jej przyjaciółką.

Rowan popatrzyła na Florę a Flora na Rowan.

-Kim jest Merula?-Flora spytała pierwsza. Ben zrobił skwaszoną minę.

-Merula to taka dziewczyna, która się panoszy odkąd tylko ruszył pociąg. Na początku siedziała z przyjaciółką w przedziale jak się dosiadałem a zaraz potem zaczęła chodzić do sąsiednich przedziałów, rozkazywać im i mówić, aby sie jej bali i słuchali, bo gorzko pożałują. Jak siedzieliśmy na początku to była nas trójka a potem dosiadły się jeszcze 2 osoby i wszyscy gadali o tym, jaki to Slytherin jest wspaniały i że mało kto popiera czarną magię... i ah... szkoda słów.

Rowan zacmokała z dezaprobatą.- Wszyscy wiemy, że w Slytherinie są same snoby.

Reszta podróży minęła im całkiem wesoło. Rozmawiali o wszystkim i niczym. Flora poczuła, że znalazła dwójkę przyjaciół. Potem przez chwilę spochmurniała kiedy Rowan i Ben zaczęli razem rozmawiać a ta zdała sobie sprawę, że kiedy wróci do siebie to Ci dwoje będą mieli już 32 lata. Zaraz potem parsknęła na tą myśl i odwróciła się do nich. Zerknęli na nią z pytającymi minami a Flora zmieniła szybko temat.

-Czy wiecie komu w całym Hogwarcie mogę zaufać?-popatrzyła na nich.

-Na pewno dyrektor Albus Dumbledore.-westchnął Ben.- Poznasz go na uczcie w Hogwarcie jak już tam będziemy. Słyszałem o nim sporo od rodziców. Nie jeden młodziak czystej krwi zna jego imię i nazwisko.

Minęło parę godzin a rozmowy ciągnęły się z paroma przerwami, kiedy wyczerpywały się tematy. W końcu zdali sobie sprawę, że za oknami jest już ciemno, kiedy pociąg zaczął zwalniać.

-Chodźmy, czas się zbierać.-powiedziała Rowan. Wyszli z przedziału i ruszyli za tłumem nowych pierwszoroczniaków przepychających się na korytarzu w wagonie.

Komentarze